Katastrofa prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem zastała mnie w katyńskim lesie, gdzie wraz z innymi pracownikami Kancelarii Prezydenta RP oraz rodzinami katyńskimi oczekiwaliśmy na przyjazd Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, Jego małżonki i pozostałych członków delegacji.

 

Jako pracownik Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego brałem udział w przygotowaniach Jego wizyty na grobach polskich oficerów w Katyniu. Wraz z innymi pracownikami Kancelarii byłem w Smoleńsku 9 kwietnia, aby dopilnować ostatnich przygotowań do przyjazdu Pana Prezydenta i towarzyszącej Jemu delegacji.

 

To nie miała być zwykła zagraniczna wizyta, jakich głowa państwa składa dziesiątki. Dla Prezydenta Kaczyńskiego, podobnie jak dla milionów Polaków, Katyń był i jest  miejscem szczególnym. Dlatego przygotowywaliśmy ją szczególnie starannie i bardzo wyczekiwaliśmy na Jego przyjazd.

 

Dzień smoleńskiej katastrofy i następujący po nich czas pogrzebów i żałoby były z pewnością najtrudniejszymi w moim życiu. Wciąż bardzo ciężko wspominać i mówić o tamtych dniach. Mimo to jestem przekonany, że moim obowiązkiem jest dawać świadectwo temu, co działo się 10 kwietnia w Smoleńsku i co przeżywaliśmy w kolejnych dniach narodowej żałoby.

Dlatego kiedy Joanna Lichocka i Maria Dłużewska opowiedziały mi o filmie  i książce „Mgła”, nad którymi pracują i zaproponowały, abym opowiedział o tamtych dramatycznych dniach nie wahałem się ani chwili. Powstała z tego opowieść bardzo emocjonalna, ale przez to bardzo prawdziwa. Tę prawdę jesteśmy winni jako naród naszemu Prezydentowi i wszystkim pasażerom tego tragicznego lotu. Tę prawdę winny jestem także i ja w imię pamięci o przyjaciołach i bliskich mi osobach, którzy 10 kwietnia odeszli na zawsze.